Psychotraumatolog
Gabinet Terapii, Wsparcia i Rozwoju
Magda Brzeżańska
Magda Brzeżańska
© 2026. Ten artykuł jest mojego autorstwa. Szanuj mój czas i pracę - nie kopiuj go bez mojej zgody. Jeśli chcesz podzielić się tym tekstem, udostępnij link do niego.
Wracam więc do fragmentu historii Temple Grandin:
Miałam szczęście urodzić się w 1947 roku. W roku 1947 diagnoza autyzmu miała zaledwie cztery lata. Niemal nikt nie wiedział co to znaczy. Kiedy mama zauważyła u mnie objawy czegoś, co dziś nazwalibyśmy autyzmem – zachowania destrukcyjne, niezdolność do mówienia, wrażliwość na kontakt fizyczny, fascynację wirującymi przedmiotami itd. – zrobiła to, co uważała za rozsądne. Zabrała mnie do neurologa.
Pierwszą rzeczą, którą w moim przypadku zrobił doktor było badanie EEG, … żeby sprawdzić, czy nie cierpię na epilepsję. Następnie zbadał mi słuch, by upewnić się, że nie jestem głucha.
- No cóż, to z pewnością dziwna, mała dziewczynka – powiedział mamie.
Kiedy zaczęłam trochę mówić, zmodyfikował swoją ocenę:
- To dziwna mała dziewczynka, ale nauczy się mówić.
Diagnoza brzmiała: uszkodzenie mózgu.
Skierował nas do specjalistki z dziedziny logopedii, która prowadziła małą szkołę … W tym samym czasie mama zatrudniła nianię, która stale bawiła się z moją siostrą i ze mną w tzw. zabawy naprzemienne.
Miałam w ciągu dnia tylko godzinę, kiedy mogłam wracać do autyzmu – po obiedzie.
Przez resztę dnia musiałam żyć w świecie, który nie kołysał się i nie wirował.
(Temple Grandin, 2019, s. 11-12)
Kim jestem? To pytanie egzystencjalne. Jest nieodzownym i naturalnym elementem procesu kształtowania tożsamości każdego człowieka. Nie dotyczy jedynie określenia płci, wykonywanego zawodu czy pełnionych ról społecznych. Kim jestem? To pytanie dotykające najgłębszych pokładów ludzkiego istnienia, jego celu i zasadności.
Odpowiedź na to pytanie nie pojawia się w magiczny sposób. To długi proces, w którym gromadzone na przestrzeni lat doświadczenia w relacji z innymi ludźmi, pozwalają uwewnętrznić pewien spójny obraz siebie jako kobiety/mężczyzny, dziecka/córki/syna, siostry/brata, koleżanki/przyjaciela, partnerki/partnera, żony/męża, rodzica/matki/ojca, pracownika, ale też osoby z pewnymi cechami charakteru, planami, marzeniami, oczekiwaniami. Mnogość ról oznacza mnogość kompetencji. Każda ze wspomnianych ról wymaga innych cech i umiejętności przejawiających się w jednej osobie.
Dylemat związany z obrazem siebie, postrzeganiem własnej osoby, określeniem posiadanych cech i świadomością siebie dotyka ludzi bez względu na to czy są neurotypowi czy neuroatypowi. Natomiast ze względu na specyfikę funkcjonowania osób w spektrum autyzmu, ich Ja nieakceptowane przez otoczenie, musiało zostać porzucone na rzecz dostosowania się do oczekiwań osób, od których były zależne w okresie dzieciństwa albo też później.
Nie bez powodu, wspomniałam o budowaniu tożsamości poprzez gromadzenie doświadczeń w relacji z innymi. To jak dziecko jest widziane (jeśli jest widziane) przez swoich rodziców, przejawia się później w jego relacjach rówieśniczych i w postrzeganiu siebie samego oraz dalej w relacjach partnerskich.
Doświadczenie pokazuje, że jeśli dziecko jest widziane w rodzinie jako wartościowy, chciany i kochany człowiek – z takim obrazem siebie wejdzie w dorosłość. Jeśli opieka nad dzieckiem jest dla rodziców przykrą koniecznością, nie mają radości ze wspólnego spędzania czasu, wolą, aby dziecko zajęło się samo sobą i nie przeszkadzało dorosłym w ich życiu, dziecko może odczuwać, że jest w jakiś sposób przeszkodą dla tych, których kocha, że jest ciężarem/balastem – w dorosłości nie chce przysparzać innym problemów, więc woli niczego nie oczekiwać, nie przeszkadzać, nie prosić o pomoc, aby nie narazić się na dezaprobatę innych. Jeśli jednak dziecko nie jest widziane w żaden sposób, a jego potrzeby są ignorowane, próbuje jedynie przetrwać we wrogim świecie – w dorosłości nadal czuje się niewidziane i niewarte niczyjej uwagi, a ponieważ nie doświadczyło wymiany w relacji, czyli wzajemności, może też nie zauważać potrzeb innych osób, co pogłębia jego izolację i potęguje trudność w kontaktach z innymi osobami.
Powyższe przykłady mogą wydawać się skrajne i rzeczywiście życie jest bardziej skomplikowane. Dziecko może czasami doświadczać uwagi rodziców, a w niektórych sytuacjach być ignorowane, może też mieć inną więź z matką a inna z ojcem, stąd doświadczenie relacji z jednym i drugim rodzicem będzie wtedy odmienne.
Jednak cokolwiek wydarzy się w okresie dzieciństwa i adolescencji, będzie miało mniejsze lub większe odzwierciedlenie w relacjach w dorosłym życiu.
Uznałam pytanie o tożsamość za istotne w grupie osób w spektrum autyzmu, ponieważ ich funkcjonowanie i sposób budowania relacji, ale przede wszystkim reakcje otoczenia na ich styl bycia permanentnie dają im do zrozumienia, że są inni, odmienni, niewystarczający, ale mało kto pozwala im doświadczyć, jacy są naprawdę. Lata dostosowywania się do oczekiwań rodziców, nauczycieli, rówieśników sprawiają, że w toku rozwoju zostali wyuczeni standardowego kanonu zachowań i zwrotów grzecznościowych obowiązujących w społeczeństwie, ale nie potrafią spojrzeć w głąb siebie i być z drugim człowiekiem w autentycznym kontakcie. Trudno jednak się temu dziwić. Jeśli tak jak autorka powyższego fragmentu książki, tylko na jedną godzinę w ciągu dnia wracasz do siebie, to kim jesteś przez pozostały czas?
Jak już pisałam w poprzednim artykule, autyzm nie jest chorobą i nie można go wyleczyć (więcej o tym znajdziesz w poprzednim artykule pt. Dziecko w spektrum autyzmu ...). Zdarzyło mi się jednak usłyszeć od rodziców, że gdzieś (w bliżej nieokreślonym źródle internetowym), w jakimś kraju jest taka metoda, która leczy autyzm. Postępy dziecka pod wpływem cudownej metody przedstawiane na filmach w sieci są widoczne i trudno im zaprzeczyć. Skąd wrażenie wyleczenia? Spektrum autyzmu może mieć różne nasilenie. Czasami jego objawy mogą być bardzo dyskretne i niewidoczne dla obserwatora, który na co dzień nie widzi funkcjonowania tego dziecka. Poza tym dziecko naturalnie rozwija się i również dziecko w spektrum autyzmu nabywa nowych umiejętności, co nie jest wyłączną zasługą terapii, ale potencjału, z którym dziecko przyszło na świat. Porównywanie więc jednego dziecka w spektrum autyzmu do drugiego jest krzywdzące dla dzieci, ale też karmi rodziców złudną nadzieją, przekłamując rzeczywisty obraz ich własnego dziecka.
Nie zmienia to faktu, że na wiele sposobów można wspierać rozwój dziecka. Ale określenie na wiele sposobów nie oznacza za wszelką cenę. Działania terapeutyczne mające na celu wspieranie rozwoju, służą zapewnieniu dziecku komfortu psychofizycznego, odciążeniu sensorycznemu, podążaniu za dzieckiem, odkrywaniu jego zasobów i rozwijaniu zainteresowań. Dopiero tak solidna baza i poczucie bezpieczeństwa w relacji z terapeutą pozwalają powoli włączać do pracy z dzieckiem elementy komunikacji społecznej, myślenia przyczynowo - skutkowego, przewidywania konsekwencji własnych działań – nie za naklejkę/pieczątkę czy 1/8 ciasteczka, ale po to, aby było bezpieczne i czuło się bezpiecznie wśród ludzi.
W pedagogice specjalnej znana jest zasada, że jeśli w terapii dziecka nie ma miejsca na jego aktywność własną, to terapia jest powierzchowna i tym samym nieskuteczna. Dziecko nie ma wtedy możliwości realizować siebie i siebie odkrywać. Z tego wynika, że właśnie terapia ma umożliwić stawanie się naprawdę sobą. To odwrotna tendencja wobec tego czego doświadczyła Temple Grandin, którą wszelkie terapie oddzielały od niej samej, a do siebie mogła wracać jedynie na godzinę dziennie.
Pierwszym marzeniem, ale i oczekiwaniem rodziców jest to, aby dziecko było zdrowe. Z upływem czasu i wraz z rozwojem dziecka dla niektórych rodziców to jednak za mało i oczekiwania rosną. Niektórzy chcą, aby dziecko było we wszystkim pierwsze i najlepsze, (co jest niemożliwe, bo nikt nie jest doskonały). Inni uważają za punkt honoru bycie postrzeganym jako doskonała matka czy idealny ojciec, w związku z tym dziecko jest wizytówką ich kompetencji rodzicielskich w otoczeniu. Natomiast ci, którzy traktują dziecko jako przedłużenie siebie, oczekują, że to właśnie dziecko zrealizuje ich własne niezrealizowane plany i ambicje. Są i tacy, którym zdrowie dziecka wystarczy, a nawet w jego chorobie sobie radzą, akceptują je takim jakie jest, pogodzili się ze swoją rzeczywistością i potrafią czerpać radość ze wspólnej codzienności.
Jeśli jednak dziecko nie jest akceptowane z różnych powodów – dziwny sposób poruszania się i mówienia, słabe wyniki w nauce, zachowania impulsywne i agresywne - z czasem dowiaduje się, że aby doświadczyć przyjaznego spojrzenia rodzica, musi w jakiś sposób na nie zasłużyć. W związku z tym dziecko zaprzeczy swoim potrzebom, a czasem i własnej naturze, aby zadowolić rodzica.
Wieloletnie próby naprawiania dziecka w spektrum autyzmu nie tylko nie poprawiają jego stanu, ale w długofalowej perspektywie szkodzą całemu systemowi rodzinnemu. Rodzice żyją złudzeniem o zdrowym dziecku, oszukują samych siebie, rodzinę i znajomych, ale ciągle są sfrustrowani, bo efekty jakich oczekiwali są dla nich nieosiągalne. Dziecko żyje złudzeniem, że dostosowując się do oczekiwań rodziców kiedyś zasłuży na ich akceptację ale stale widzi, że jest niewystarczające i doświadcza rozczarowania. Jednocześnie nie dostaje możliwości zastanowić się czego ono samo potrzebuje. W dorosłym życiu czuje, że z powodu swojej niedoskonałości zawodzi innych, stroni od ludzi, ponieważ w relacjach z nimi odtwarza się to, czego doświadczyło z rodzicami – bycie niewystarczającym mimo ogromnych starań.
Dzieci szybko uczą się gry w nagrody. Rodzicom, którzy stosują tzw. tablice motywacyjne, więcej czasu zajmuje zorientowanie się, że wpadli w pułapkę własnej metody. Zaczęli płacić dziecku drobnymi lub słodyczami np. za posprzątanie pokoju. Pewnego dnia proszą dziecko o wyniesienie śmieci i słyszą - a co mi za to dasz? Takie dziecko w szkole, poproszone o wytarcie tablicy mówi do nauczyciela – a co z tego będę miał/a? W ten sposób dziecko nauczyło się używać relacji do codziennych transakcji.
Wydaje się to proste i szybkie: pokój posprzątany – jest i zapłata. A przecież jest tyle pytań do zadania i tyle odpowiedzi do poszukania: co to znaczy posprzątaj pokój? Czy rodzic pokazał dziecku jak sprzątać? Dlaczego pokój jest w nieładzie i czemu to służy? Dlaczego rodzic chce płacić za dbanie o wspólny dom, z którego dziecko też korzysta? …
Niebezpieczeństwo motywacji zewnętrznej (poza instrumentalnym traktowaniem bliskich osób i relacji z nimi) ma swoje konsekwencje również poza domem rodzinnym. Przychodzi taki moment, kiedy ważność rodziców ustępuje pola ważności rówieśników. W tym miejscu jako rodzic zastanów się i wyobraź sobie, co i ile jest gotowe zrobić Twoje dziecko/nastolatek, aby uzyskać akceptację kolegów/koleżanek, na których mu zależy? Jaką cenę jako dorosły człowiek będzie musiało zapłacić, będąc obsypywanym prezentami przez hojną osobę, którą w przyszłości pochopnie oceni jako bliską?
Działania rodziców mają znaczenie dziś, ale ich odzwierciedlenie będzie widoczne również w dorosłym życiu ich dzieci. To jak rodzic postrzega i traktuje swoje dziecko, będzie się przejawiało w tym jak dziecko samo siebie postrzega, jak pozwala siebie traktować i jak traktuje innych teraz i w przyszłości.
Nauczyciele żyją w potrzasku między okazaniem zrozumienia dziecku, które ma pewne trudności a wymaganiami edukacyjnymi, które sprawdzają i oceniają. W praktyce wydaje się to trudne do pogodzenia, ale nie jest niemożliwe. Kluczem jest ustalenie priorytetów: czy ważniejszy będzie spokój i zdrowie psychiczne młodego człowieka przy może niewysokich wynikach/ocenach? Czy za wszelką cenę motywuje się dziecko do starań ponad siły, gdzie kosztem wysokich wyników jest bezsenność, bóle brzucha przed wyjściem do szkoły i inne somatyczne objawy przewlekłego stresu.
Presja jest szkodliwa. Długofalowo demotywuje. Młodsze dzieci próbują się buntować, stają się niespokojne, czasami agresywne, unikają obowiązków – fizycznie przed nimi uciekają. Nastolatki mając doświadczenie wielu starań bez oczekiwanych rezultatów wchodzą w tryb zobojętnienia: nic nie jest ważne, wszystko jest bez sensu, nie warto się starać, po co mi to? a ich sposób funkcjonowania zaczyna przypominać objawy depresyjne.
Szkolny system oceniania nie sprzyja rozwojowi w kierunku, w którym dziecko ma zasoby. Sprzyja porównywaniu, kto ma ile procent, kto jest lepszy a kto gorszy. Nie promuje tych, którzy są w czymś naprawdę dobrzy, promuje to, aby być takim jak inni i najlepiej nie odstawać w żadną stronę za bardzo.
Możliwe że dziecko ma wiedzę, ale jego problemy z przeformułowaniem myśli na wypowiedź ustną lub pisemną, trudności z koncentracją, rozproszenie uwagi przy najdrobniejszym hałasie sprawiają, że nie jest w stanie wykazać się nią przed nauczycielem czy w obecności innych osób w klasie. To kolejny problem systemu, który nie ma rozwiązania w takich sytuacjach: czasu - dostępności nauczyciela, miejsca - odrębnych sal/gabinetów i natłoku kolejnych zajęć dodatkowych i obowiązków dziecka. Ale to też degradacja starań dziecka, możliwe że ma świetną pamięć i ogromną wiedzę, której nikt nie może zobaczyć a ono z nikim nie może się nią podzielić.
Jeśli dziecko w spektrum autyzmu ma wyjątkowe zdolności, trudno będzie mu je odkryć i rozwijać w szkole. Jeśli dodatkowa presja rodziców związana z umiejętnościami szkolnymi wypełnia całą aktywność dziecka, na zainteresowania nie zostaje wiele czasu. Jak w ogóle miałoby mówić o zainteresowaniach, skoro oczekiwania są zupełnie inne?
A dziś? Czy jako dorosły pozwalasz sobie sprawdzać co lubisz? Co jest Ci bliskie? Czym się interesujesz? Co jest dla Ciebie ważne? Co chciałbyś robić, czym się zajmować, czemu poświęcać swój czas? Czy otaczasz się ludźmi, przy których masz przestrzeń do poszukiwania siebie, do bycia sobą, do bycia człowiekiem, którym właśnie JESTEŚ?
U podstaw odporności […] leży poczucie bycia rozumianym; bycia w sercu i umyśle drugiej, kochającej, opanowanej i dopasowanej do nas osoby. (Diana Fosha)
(Besel van der Kolk, 2018, s. 137)
Czasami brakuje słów, szczególnie do opisania zjawisk abstrakcyjnych, takich, których nie można zobaczyć, zmierzyć. Można jednak z nimi pobyć i dać sobie szansę aby je poczuć. Zdaję sobie sprawę, że to właśnie brzmi abstrakcyjnie, jak można poczuć coś, o czym trudno nawet powiedzieć że istnieje. A jednak czujemy: złość, radość, smutek, żal, rozczarowanie i inne odczucia są doświadczane przez ciało.
Nikt nie urodził się z umiejętnością ich nazywania, różnicowania i opisywania. Każde dziecko uczy się je rozpoznawać w toku rozwoju, kiedy dorośli pochylają się nad nimi, opisują zaistniała sytuację i nazywają, co dziecko może czuć w takim momencie.
Dzieci są niezwykle mądre i nie dadzą sobie wmówić, że to nic wielkiego, że auto się zgubiło. Pytanie czy dorosły upiera się, że to nic wielkiego (bo dorośli to dopiero mają problemy), czy pochyla się nad dzieckiem, pociesza je, pomaga szukać zguby (bo wie, że taki repertuar problemów jest uprawniony u przedszkolaka).
Mądrość dziecka wynika z tego, że reaguje zgodnie z własnymi odczuciami, a dopiero później na podstawie obserwacji i relacji społecznych nabywa wiedzę i myśli o danej sytuacji w określony sposób. Intelektualizacja jest procesem przepuszczonym przez filtr wcześniejszych doświadczeń. Aby decyzje i działania odbywały się w zgodzie z wewnętrznymi przekonaniami danej osoby muszą być spójne z odczuciami, które temu towarzyszą.
Jeśli jednak dorośli ignorują lub negują odczucia dziecka, dają mu znak, że to co istnieje w jego wnętrzu jest nieważne, w związku z tym dziecko uczy się ignorować sygnały z ciała, ponieważ nie ma zdolności pomieszczania stanów emocjonalnych z całą ich intensywnością, jeśli dorosły nie dał mu do tego narzędzi.
Konsekwencją tego jest odcięcie się od własnych emocji, niemożność powiązania ich z doświadczeniami i jednoczesne poczucie wewnętrznej pustki. W dorosłości taki sposób funkcjonowania sprawia, że człowiek ma poczucie bycia ciągle oszukiwanym przez siebie samego i własne ciało. Nie mogąc powiązać swoich doświadczeń z emocjami, żyje w ciągłym chaosie, niepewności i niezrozumieniu siebie.
Od czasu, kiedy zaczęłam brać środki przeciwdepresyjne na początku lat osiemdziesiątych, moje lęki znalazły się pod kontrolą … Jednak niepokój jest wciąż obecny, przenikając spod powierzchni.
(Temple Grandin, 2019, s. 48)
Autyzm jest mocno podszyty lękiem. Z zewnątrz ten niepokój może wydawać się irracjonalny. Ale po bliższym przyjrzeniu się sytuacji dziecka w spektrum autyzmu widzimy, że niepokój jest obecny niemal cały czas: wszelkie zmiany są źle tolerowane, nieprzewidywalne zachowania rówieśników wprawiają w zakłopotanie, trudność w wypowiadaniu tego co się myśli wywołuje w rozmówcy wyczuwalne zniecierpliwienie itd. Wszystko w jednym małym człowieku.
Aby regulować własne emocje i odzyskać nieco spokoju, rozwiązaniem może być poszukiwanie odrobiny kontroli w tym nieobliczalnym świecie: można układać w rzędzie klocki, albo kredki, w pokoju wszystko ma swoje miejsce, dlatego pokój jest bezpieczny, jeśli ktoś w nim sprzątał i coś przestawił to znaczy że zrobił bałagan. Niektórzy, kołyszą się, kręcą i wirują - wprawiają w ruch siebie lub przedmioty.
Możliwe, że jako dziecko miałeś własne sposoby na poczucie sprawczości i regulowanie własnych emocji. Jeśli ktoś próbował Ci niektóre z nich odebrać, bo nie były społecznie akceptowane, ale nie nauczył Cię innych sposobów radzenia sobie z tym czego doświadczałeś, pozostawałeś ze swoją frustracją i natłokiem emocji osamotniony i bezradny. Wewnętrzny chaos i niezrozumienie ze strony otoczenia mogły dawać Ci poczucie bycia obcym wśród bliskich Ci osób, ale i bycia obcym dla samego siebie. Nic dziwnego, że coraz bardziej izolowałeś się od ludzi, skoro Twoje doświadczenia w relacjach potęgowały niepokój, a brakowało Ci narzędzi, aby sobie z nim poradzić.
Ten sam lęk może towarzyszyć osobie w spektrum autyzmu również w dorosłości. Jest skuteczniej maskowany niż u dzieci, ale równie nieprzyjemny, czasami paraliżujący, odbierający zdolność podjęcia decyzji, wyrażenia własnego zdania, czy po prostu powiedzenia NIE. Obawa przed reakcją otoczenia odbiera możliwość bycia tym kim się jest, czucia tego co się czuje, wszystko trzymane jest w ryzach, aby nie dopuścić do wybuchu, który spotka się z surową oceną. Jednak gromadzenie w sobie sprzeczności między własnymi potrzebami a podejmowanymi działaniami jest dewastujące dla wewnętrznego życia człowieka. Dobrostan wymaga równowagi, spójności, bycia w zgodzie ze sobą.
Błędy, porażki i nietrafione decyzje są nieuniknione i potrzebne jako doświadczenia, które uczą nas na przyszłość, co można zrobić inaczej w podobnej sytuacji. Jeśli jednak człowiek nie może pozwolić sobie poczuć tego z czym wiąże się dane doświadczenie i adekwatnie zareagować, bo jego reakcje są stale zewnętrznie tłumione, nie może zbudować bazy doświadczeń, na których mógłby się uczyć co powtórzyć, a czego unikać. Codzienność pozostaje niewiadomą i wzbudza lęk.
Jeśli zdarzyło Ci się czytać artykuły o traumie i traumie złożonej, możliwe, że widzisz zbieżność w objawach klinicznych i kryteriach diagnostycznych. Trudności w regulacji emocjonalnej, zaburzenia obrazu siebie, zaburzenia funkcjonowania w relacjach (Joanne Stubley, 2025, s. 52), to zgodnie z ICD-11 kryteria Complex PTSD, które jednocześnie są spójne z tym o czym wcześniej pisałam w odniesieniu do funkcjonowania osób w spektrum autyzmu. Różnice widoczne są w historii doświadczeń osoby w spektrum autyzmu i osoby z traumą złożoną. Niemniej jednak to, że obie jednostki nie występują razem, nie oznacza, że muszą się wykluczać.
Trauma złożona jest konsekwencją powtarzających się doświadczeń traumatycznych, wieloletnich zaniedbań (np. w okresie dzieciństwa), długotrwałej przemocy, od której nie ma ucieczki. Analizując doświadczenia osób w spektrum autyzmu można dojść do wniosku, że wieloletnie zaprzeczanie ich potrzebom (szczególnie w dzieciństwie), brak akceptacji, wykluczenie a czasami przemoc rówieśnicza w okresie szkolnym (a więc kilka lat), wszechobecny lęk, niepewność i poczucie zagrożenia w zmiennym otoczeniu postrzeganym jako wrogie, można uznać za przyczyniające się do wystąpienia objawów traumy złożonej.
Więcej o traumie złożonej dowiesz się z artykułu pt. Trauma i trauma złożona ... PTSD i Complex PTSD.
Istotą procesu diagnostycznego, testów i kwestionariuszy będzie postawienie konkretnej, jednoznacznej diagnozy. Bez względu jednak na diagnozę, istotą terapii jest ulga w cierpieniu, zrozumienie Ciebie i Twojej historii, nadanie jej znaczenia. Odzyskanie równowagi psychicznej i wewnętrznego spokoju. Warto o tym pamiętać, wybierając specjalistę, abyś mógł określić, na czym Ci zależy i czego oczekujesz: diagnozy? terapii? czy jednego i drugiego?
O specjalistach i zakresie ich pracy przeczytasz w moim artykule pt. Psychotraumatolog, psychoterapeuta i inni specjaliści zdrowia psychicznego.
Dziś samodzielnie możesz zdecydować, czy potrzebujesz pomocy i jak ona ma wyglądać. Jeśli czujesz się oddalony od samego siebie, masz trudność z kontaktem ze sobą i z budowaniem relacji z innymi ludźmi, czujesz się nierozumiany i często nie rozumiesz innych, często odczuwasz zaniepokojenie i nie możesz zdefiniować jego źródła - warto poszukać pomocy.
Terapia nie ma służyć temu, aby Ciebie zmieniać. Terapeuta może dostarczyć Ci wiedzy jak rozpoznawać własne stany emocjonalne, jak radzić sobie w sytuacjach społecznych, jak być asertywnym. Ale przede wszystkim ma pomóc Ci w bezpiecznej atmosferze odnaleźć siebie i z czasem doświadczyć wewnętrznego spokoju i świadomości, że jesteś wystarczający taki, jaki jesteś.
Jeśli dziś jesteś osobą dorosłą w spektrum autyzmu, możliwe że doświadczyłeś wielu różnych działań terapeutycznych lub pseudoterapeutycznych. Wiesz już co Ci służy, a co Ci szkodzi. Możliwe że mimo potrzeby uzyskania pomocy dziś boisz się o nią prosić, bo nie wiesz czy ponownie ktoś nie będzie chciał działać wbrew Tobie. Trudno Ci zaufać obcej osobie, ponieważ możesz obawiać się, że będzie chciała Cię zmienić zgodnie z metodą, którą pracuje. Zachęcam Cię jednak abyś próbował i szukał wsparcia.
Zaufaj sobie i swoim odczuciom. Proces terapii zwykle poprzedzają spotkania konsultacyjne. To czas, kiedy możesz zorientować się, czy dany terapeuta i jego sposób pracy Tobie odpowiadają. Podczas konsultacji wprost powiedz terapeucie jak wspominasz wcześniejsze terapie i na co się nie zgadzasz, co wywołuje w tobie lęk, niepokój, zakłopotanie. Jeśli trafisz na odpowiedzialną osobę, uczciwie powie Ci, w jaki sposób pracuje, czy decyduje się na pracę z Tobą, czy jednak zaproponuje Ci innego specjalistę, pracującego w innym nurcie, innymi metodami, które mogłyby Tobie bardziej odpowiadać.
Z moich wcześniejszych artykułów możesz dowiedzieć się więcej o procesie terapeutycznym i jego organizacji. Odwiedź część Czytelni poświęconą Organizacji procesu terapii. Pomocny może być dla Ciebie artykuł pt. Jak wybrać odpowiedniego psychoterapeutę?
Jeśli jesteś rodzicem i czytasz ten artykuł, potraktuj przedstawione przykłady nie jako przegląd rodzicielskich błędów. Spójrz jak rozpacz i bezradność rodzica wobec trudności swojego dziecka, popycha go do czasem absurdalnych rozwiązań. Weź dla siebie doświadczenia tych, którzy do końca nie wiedzieli co zrobić w sytuacji, na którą nikt nie mógł ich przygotować i dzięki którym Ty możesz dziś zdecydować inaczej.
Jeśli jesteś nauczycielem dziecka lub nastolatka i widzisz jego trudności, pomyśl, w jaki sposób możesz być dla niego wspierającym dorosłym. To prawdopodobnie będzie miało większą wartość niż oceny ze sprawdzianów i ładne notatki. Poza tym w hałaśliwym, nieprzystępnym, szkolnym świecie, gdzie rówieśnicy wykluczają je z grupy, wielu nauczycieli nie rozumie jego sposobu funkcjonowania, czasem jeden bezpieczny dorosły potrafi zasiać ziarno nadziei, które pokazuje, że jednak nie cały świat jest zagrażający – a to już dobre doświadczenie.
Jeśli jesteś już dorosły i jesteś w spektrum autyzmu, albo nie masz formalnej diagnozy, ale to co czytasz lub słyszysz o autyzmie jest Ci znane z własnego doświadczenia, to nadszedł czas abyś zaopiekował się sobą, tak jak tego potrzebujesz i tak jak na to zasługujesz – z uważnością, akceptacją, bez oceny, w prawdziwym, autentycznym kontakcie, w którym z czasem lęk towarzyszący Ci przez dużą część twojego życia ustąpi nieco miejsca na spokój w byciu sobą i w kontakcie ze sobą.
Bibliografia:
Temple Grandin, Richard Panek, Mózg autystyczny. Podróż w głąb niezwykłych umysłów, Wydawnictwo Copernicus Center Press, Kraków 2019
Temple Grandin jest profesorem zootechniki na Colorado State University oraz autorką wielu książek przetłumaczonych na kilkanaście języków. Jako osoba autystyczna angażuje się w badania naukowe i popularyzację wiedzy na temat tego zaburzenia (fragment noty biograficznej zaczerpnięty z powyżej wskazanej publikacji).
Więcej o Temple Grandin,
https://www.templegrandin.com/
Joanne Stubley, Trauma złożona. Konsultacja wstępna [w:] Trauma złożona. Model Tavistock, (red.) Joanne Stubley, Linda Young, Wydawnictwo Fundacja Pomorskie Centrum Psychotraumatologii, Gdańsk 2025
Besel van der Kolk, Strach ucieleśniony. Mózg, umysł i ciało w terapii traumy, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2018
Oparte na WebWave
Copyright 2024 - 2026 Magda Brzeżańska
Gabinet Terapii, Wsparcia i Rozwoju
Magda Brzeżańska
ul. Białowieska 3b/7c, 54-234 Wrocław